Skip to main navigation Skip to main content Skip to page footer

Szlak Brdy - Triathlon

W weekend 26 – 28 lipca odbyła się czwarta już edycja „Szlaku Brdy”, tym razem w wyjątkowej wersji - jako triathlon składający się z trzech aktywności: pieszej wędrówki kajaka roweru Naszą bazą noclegową każdego dnia było gospodarstwo agroturystyczne w Konarzynach. W piątek odbyła się piesza wędrówka, która pozwoliła nam pierwszy raz obserwować wijący się nurt Brdy z perspektywy piechura. Przed wyruszeniem w trasę wszyscy uczestnicy otrzymali pakiety startowe zawierające m.in. plastron na rower opatrzony numerkiem Każdy miał zapamiętać numer, ponieważ miało się odbyć wieczorem losowanie składu do kajaków. W trakcie rajdu niektórzy śmiałkowie skorzystali z pogody i wykąpali się w urokliwym Jeziorze Sosnowym. Najsympatyczniejszym momentem tej wędrówki był postój w nietuzinkowym miejscu o wdzięcznie brzmiącej nazwie „Żmijowisko” Jest to tak naprawdę przystań dla kajakarzy zaopatrzona w punkt gastronomiczny ratujący nasze spragnione podniebienia. O wyjątkowości i uroku tego miejsca świadczy położenie, niczym z chińskich pól uprawnych. Spory teren zalany rzeczną wodą, w tym między innymi ławki, huśtawki, miejsce na ognisko. Do przystani można było dostać się od strony rzeki po wąskiej kładeczce, która do połowy zanurzona w wodzie chybotała się i radośnie chlupotała pod naszymi stopami. Wieczorem odbyła się biesiada, w trakcie której uhonorowaliśmy jubilatów solenizantów Wiślaków pomysłodawcę i organizatora "Szlaku Brdy” oraz wszystkich tych, którzy w szczególny sposób angażują się dla dobra grupy Część z niecierpliwością i pewną dozą niepewności oczekiwała najważniejszego losowania. Na szczęście to był żart ze strony Dawida i ostatecznie każdy mógł płynąć następnego dnia w konfiguracji takiej, o jakiej sobie zamarzył. Losowane były tylko osoby, które otrzymały upominkowy kubek z logiem Szlaku Brdy. Sobota to koronna dyscyplina – długo wyczekiwane kajakarstwo. Dwudziestopięcioosobowa grupa wyruszyła za przewodnikiem z nadzieją na niezapomniane wrażenia. Pogoda nam dopisała, nie było palącego słońca ani wiatru, a co najważniejsze było ciepło i tylko momentami pokropiło, co nawet dawało przyjemne orzeźwienie. Tu tak naprawdę przekonaliśmy się, jak urokliwą rzeką jest Brda wijąca się niczym wąż wśród tataraków, lilii wodnych, a nawet miejscami słoneczników Humory nam dopisywały. Delektowaliśmy się ciszą, dzikością otaczającej przyrody, pluskiem wody i zwyczajnie cieszyliśmy się z własnego towarzystwa. W którymś momencie na rzece mijaliśmy rodzinę łabędzi Trochę się baliśmy, bo łabędzi tatuś nastroszył pióra, gotowy w każdej chwili bronić swych pociech, ale najwidoczniej dobrze nam z oczu patrzyło. Zdecydowanie najciekawsze atrakcje miała Gosia, której Ginguś zafundował romantyczne „szatobe” oraz slalom tatarakowy. Po raz kolejny odwiedziliśmy zaprzyjaźnione już „Żmijowisko”, gdzie dostarczone zostały pyszne zupy – grochówka z bogatą wkładką, żurek oraz świeżutkie bułki. Posileni i napojeni po sesji zdjęciowej ruszyliśmy dalej kajakami w kierunku Ciecholew, skąd odebrał nas bus. Wieczorem ognisko, a w pobliżu piknik w plenerze i kolejna biesiada. Radosne śpiewy tańce i chulańce. Oj, lubimy imprezować! W niedzielę niestety niekorzystne prognozy pogodowe sprawdziły się i od rana równo lało Niektóre osoby zrezygnowały, ale i tak spora grupa odważnych podjęła wyzwanie i wyruszyła rowerami szlakiem wyznaczonym przez Dawida. Nie było łatwo, deszcz nie ustępował, bardzo się ochłodziło i do tego wszystkiego wiatr momentami pogarszał sytuację. Udało się przejechać skróconą trasę ok. 30 km, wiodącą przez Kozi Most i Park Narodowy "Bory Tucholskie". Widzieliśmy pomnik przyrody „Dąb Bartuś” rzuciliśmy okiem na krzyż wykonany z ponad tysiącletniego drzewa i dotarliśmy do miejscowości Swornegacie. Tam w Restauracji „Wagant” zziębnięci i przemoczeni z ogromną frajdą pałaszowaliśmy gorącą zupę kurkową i kizer. Dawid, by uniknąć podzielnia grupy, postanowił, że wszyscy wracamy do Konarzyn. Nie była to dla niego łatwa decyzja, ale jednak ważniejsza niż idea jest grupa i ludzie. Na miejscu po gorącej kąpieli zostały nam wręczone medale i wyruszyliśmy wszyscy autami do Mylofa na pyszny obiad – pstrąga, golonkę i karkóweczkę. Smakowite zakończenie rajdu! Idea, która przyświecała Dawidowi, kiedy planował trasy, było pokazanie „Królowej Polskich Rzek” z trzech różnych perspektyw Punktem który spajał te trzy trasy był Kozi Most. To był radosny i bardzo intensywny weekend.

Z pewnością tam jeszcze wrócimy.

Tekst: Kasia

Zdjęcia z wydarzenia do obejrzenia na fb:

https://www.facebook.com/photo/?fbid=838044325087486&set=pcb.838046915087227

Wróć