Skip to main navigation Skip to main content Skip to page footer

Wycieczka do Piechcina

Sobotni poranek, piękna pogoda i przed nami kolejna wspólna wyprawa. Początek jednak nie do końca poszedł zgodnie z planem. Zanim zdążyliśmy ruszyć, dostaliśmy telefon od naszego znajomego z KTP "Bąbelki" z Gdańska, że niestety jego rower ma awarię i nie dojedzie . Zamiast do nas, pojechał prosto do serwisu.

Ruszyliśmy w stronę Piechcina malowniczymi drogami, a po drodze towarzyszyły nam rozkwitające słoneczniki. 

W Barcinie tradycyjnie zatrzymaliśmy się na lody i kawę. Była też dłuższa chwila na rozmowy, bo przecież dawno się nie widzieliśmy, a przy takiej okazji trzeba było trochę nadrobić zaległości. 

Następnie szybki przystanek w Dino – trzeba było zrobić zapasy na ognisko – i ruszyliśmy dalej, prosto do celu. 

Na miejscu, w Centrum Nurkowania Piechcin, przywitał nas pan Krzysztof. Opowiedział nam trochę o tym niezwykłym miejscu, a następnie udostępnił ognisko i grilla oraz pozwolił skorzystać z kawy i herbaty. 

A Piechcin naprawdę ma czym zachwycić! Akwen powstał w zalanym wyrobisku wapiennym. Białe wapienne skały kontrastują z lazurową, bardzo czystą wodą, a pod jej powierzchnią kryje się prawdziwy podwodny świat. Są tam m.in. podwodne ściany, jaskinie, drzewa, wraki samochodów, jachty, a nawet holownik „Czajka”.

Ale największą ciekawostką jest chyba tramwaj!  Tak – tramwaj pod wodą! To dawny toruński Konstal 805, który przez 38 lat woził pasażerów po ulicach Torunia. W 2022 roku zakończył swoją karierę na powierzchni i został zatopiony na głębokości około 18 metrów, żeby teraz służyć… nurkom.  Można powiedzieć, że przeszedł na emeryturę, ale zamiast na działkę trafił pod wodę! 

My tym razem nie kąpaliśmy się, ale za to postanowiliśmy zanurkować… w jedzeniu.  Każdy miał przygotowane jakieś smakołyki. Były kiełbaski, sałatki, kaszanka z boczkiem i kapustą kiszoną, więc nikt nie miał prawa wyjechać głodny. 

W planach było jeszcze obejście jeziora, ale plany czasem mają to do siebie, że można je zmienić Zostaliśmy na miejscu, bo dawno się nie widzieliśmy. Była to świetna okazja, żeby spokojnie porozmawiać i pośmiać się.

I wtedy… niespodzianka!  Ku naszemu zdziwieniu dojechał do nas znajomy z „Bąbelków” – Waldek. Naprawa roweru w serwisie poszła szybko, a on zamiast odpuścić wycieczkę, postanowił do nas dojechać. 

W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się jeszcze w Łabiszynie na krótką przerwę i uzupełnienie zapasów wody. Niektórzy oczywiście nie mogli przejść obojętnie obok tutejszych lodów. 

I tak zakończyliśmy kolejną wspólną wyprawę. Było trochę kilometrów, piękne widoki, ognisko, pyszne jedzenie, niespodziewany powrót „zaginionego” znajomego i przede wszystkim dużo rozmów, śmiechu i świetnego towarzystwa. 

Bo w naszych wycieczkach nie zawsze najważniejszy jest plan i liczba przejechanych kilometrów. Czasami najważniejsze jest po prostu spotkać się, pojechać razem i dobrze spędzić dzień. 

Tekst: Marlena

Zdjęcia z wydarzenia do obejrzenia na fb:

www.facebook.com/photo

Wróć